 |
| plakat do spektaklu "Wędrówki niebieskie" |
Wędrówki niebieskie
Jest rok 1990, maj, premiera pierwszego przedstawienia Teatru NN „Wędrówki niebieskie”. To było już bardzo wyraźne odejście od teatru politycznego, Teatru Wielkich Spraw, zerwanie z jego poetyką. Chciałem mówić o sytuacjach najbardziej prostych jakie dzieją się między dwojgiem ludzi, o naszym intymnym byciu w świecie, o samotności.
Oto pierwsza scena z tego przedstawienia. Rozmowa między kobietą i mężczyzną. Obok niego stoi walizka. Padają słowa:
- Wyjeżdżasz?
- Tak wyjeżdżam
-Ale pamiętaj zawsze wrócisz w to samo miejsce.
Mężczyzna podnosi walizkę. Pod walizką była zapalona świeczka. Odchodzi. Paląca świeczka zostaje.
Tak wyglądał symboliczny początek Teatru NN, początek podróży, w którą wtedy wyruszyliśmy. Zapalona w tamtym dniu w maju 1990 r. mała świeczka wciąż pali się.
Ale wróćmy jeszcze do teatru do „Wędrówek Niebieskich. Odchodzący mężczyzna zatrzymuje się, widzimy na kobiecie jego cień. Z tego cienia jak z czarnego kokonu kobieta wyjmuje białego motylka. Widać go wyraźnie na jej dłoni. Słychać jeszcze pękające szkło, tak jakby ten czarny kokon - cień pękł. Narodził się motyl.
Ważnym rekwizytem w tym przedstawieniu było lustro. Staje się ono Pamięcią, zapamiętuje obrazy, wydarzenia. Ten motyw lustra - pamięci, nieruchomego oka pojawi się kilka lat później na wystawie.
Jest jeszcze wszechobecny w tym spektaklu motyw kruchości - wciąż słychać pękające i rozsypujące się szkło - oto słyszymy jak płaszcz upuszczony przez kobietę na ziemię „rozbija” się jakby był zrobiony ze szkła.
Jeszcze inna scena - unosząca się nad podłogą kobieta bez nóg z rękoma wyciągniętymi w kierunku stojącego naprzeciw niej mężczyzny. Wygląda jak skrępowane, kalekie kształty kobiet - lalek z obrazów H. Bellmera. Na podłodze pojawiają się idące od niej ślady stóp. Tak jakby to jej duch szedł do niego i zostawiał te ślady.
I pomyśleć, że ten tak vermeerowski w klimacie teatr powstawał obok wielkiej pustki - otchłani, która była tuż obok Bramy. Teraz kiedy mam tego świadomość i słyszę śpiewaną w przedstawieniu „Modlitwę mojej Matki przed zmrokiem” Nuchima Bomsego jeszcze bardziej przejmująca jest dla mnie zagłada żydowskiego miasta.
Niech Twoje światło, Panie, tylko dniowi świeci,
A tylko ciemność zachowaj dla nocy.
Niech moja suknia ubogiej kobiety
Spokojnie leży na ławeczce w nocy.
Niechaj w klasztorze umilkną już dzwony
Mój sąsiad Iwan niech ich nie kołysze
Niech nocny wiatr odejdzie w inne strony,
Żeby dzieciom w kołyskach było jak najciszej.
Niech kury śpią na grzędach, w stajniach konie
Pośrodku ciemnej nocy.
Kamień sprzed nogi złodziejowi odejm,
Żeby nie upadł idąc w ciemnej nocy.
Napełnij niebo w ciemnej nocy ciszą.
Błyskawice powściągnij, przytłum gromy,
Niechaj rodzące matki ich nie słyszą.
Niech nikt nie będzie i w myśli skrzywdzony.
Uchroń od grozy ptaki w czas noclegu
Na wysokim drzewie w dzikim lesie.
I wód ryczących nie wypuszczaj z brzegów.
Niech rzeka w nocy kładek nie uniesie.
Mnie samą chroń od wody, błyskawicy,
Przeciw ogniowi bądź mi ku pomocy,
Niech moja suknia ubogiej kobiety
Spokojnie leży na ławeczce w nocy.
|